Przejdź do głównej zawartości

Dzień drugi

Mam problem ze wstawaniem. I chodzi mi dokładnie o wstawanie, bo sama pobudka nie robi na mnie wrażenia. Budzik o siódmej dwadzieścia i teoretycznie jestem gotowa na spotkanie ze światem, a praktycznie do dziewiątej lub nawet dziesiątej wegetuję w łóżku. Tragedia. Bierze się to głównie z tego, że aktualnie nic nie muszę. Nie mam lekcji, nie mam pracy, a obowiązki domowo towarzyskie odhaczam w ciągu dnia.
Muszę coś z tym zrobić...
Może joga? Pół godziny od razu po przebudzeniu, to powinno coś dać. Do tego film lub serial po francusku, w ramach rozruszania mózgu, ale da mi to możliwość zostania chwilę dłużej w łóżku. Tak, to mój plan na jutro.
Dzisiejszy dzień spędziłam z bólem głowy aż do kawy o siedemnastej. O dziewietnastej sprzątanie domu i wieczór na macie żeby rozruszać zastane kości. Bilans mniejszy niż zazwyczaj, ale tak mam jak zaczynam liczyć kalorie. Upsik? 

WYZWANIE:

1. Pić minimum dwa litry wody dziennie
2. Wprowadzić aktywność fizyczną: hulahop/ orbitrek/ joga/ filmiki z yt
3. Wrócić do regularnej nauki francuskiego ♥

W podsumowaniu tygodnia zdam relację z tego jak mi idzie wypełnianie wyzwania!

*Naprawdę dobrze, że zjadłam dziś mniej, bo cały dzień się leniłam :( na szczęście samą dietą też można schudnąć 😅

Komentarze

  1. Też mam straszne problemy ze wstawaniem. Jeśli jest weekend, albo mam na późną godzinę na uczelnię to czasem od pobudki, do czasu kiedy zwlokę się w końcu z łóżka mijają nawet 2 godziny :/ Super, że uczysz się francuskiego <3 Powodzenia w wyzwaniu :) Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dzień dwudziesty.

Boję się. Nie mam ku temu powód, nie boję się czegoś konkretnego. Za to mam ochotę płakać. Ze strachu. Boję się. Zaburzenia lękowo-depresyjne. A leków nie biorę, bo już było dobrze. Jutro wracają. Tabletka szczęścia żeby nie być suką. Tabletka szczęścia żeby się nie bać. Tabletka szczęścia żeby nie płakać. Z jedzeniem kijowo, jadłam całkiem sporo. Pewnie na wadze jest więcej, więc poczekam do wtorku z jej sprawdzeniem. Żeby się uspokoić planuję. To pomaga mi złapać dech. Nienawidzę się dusić. Nienawidzę i bardzo się boję. Minimum 3 litry wody. Minimum 500 kalorii spalonych podczas ćwiczeń.  Minimum 5000 kroków w ciągu dnia. Minimum jedzenia, wegański dzień. W planach konkretna nauka francuskiego i angielskiego. Francuski wzbogacanie słownictwa, angielski słownictwo, gramatyka i w sumie wszystko co się da. Do tego rano zrobię paznokcie, bo już nie mam czego obgryzać. Paskudny nawyk! Muzyka aż zasnę. Głośna, bo zagłusza myśli. I budzik na 7, bo nie chcę marnować dnia.

Dzień czternasty i piętnasty

♥ -1.6 Nie miałam wczoraj weny do pisania. Drugi dzień 1200kcal to także drugi dzień bólu głowy. No cóż. Planuję to ciągnąć do piątku/ niedzieli i wrócić do 1400kcal. Zaczęłam też ćwiczyć. Progress.  Jestem trochę zdziwiona spadkiem wagi, ale to również bardzo motywujące, cel coraz bliżej! Zawziętością, konsekewncją i pracą osiągnę sukces. Bez drogi na skróty, bez niszczenia zdrowia. Bo czy podniosłabym się po raz kolejny?

Dzień ósmy-jedenasty

Najadłam się, boli mnie brzuch i głowa. Kara Szybkie podsumowanie, były dwa dni jedzenia, dzień normalnego jedzenia i dwa dni jedzenia mało. Waga spadła, rzekomo sporo, ale oficjalnie zważę się w poniedziałek i wtedy przedstawię wynik. Weekend spędzę nad jeziorem unikając jedzenia, bo mam coraz większą ochotę je ograniczyć. Złe, złe myśli. Czekam na mi band, dowiem się ile kalorii spałam w praktyce i mam nadzieję, że to zmotywuje mnie do ćwiczenia i zdrowego jedzenia. Od poniedziałku wrócę do prowadzenia bilansów. Z pozytywów, spędzam czas z przyjaciółmi i mam w planach kilka ciekawszych wyjść. Do tego w moim domu jest nowe dziecko! Jestem zakochana w świnkach morskich. Parę miesięcy temu umarła jedną z nich, a przedwczoraj zawitała w moje progi nowa, malutka dziewczynka. To niesamowite, trzymać w dłoni, dokładnie na jej połowie maleńkie życie. Jeszcze przestraszone, ciche i niepewne. Szczególnie, gdy obok siedzi jej starsza siostra, czterokrotnie większa, ruchliwa, gadatliwa i w...