Przejdź do głównej zawartości

Dzień trzeci, czwarty i piąty.

3.
Ominęłam drugie śniadanie żeby na obiad zjeść karpia. Kompromisy?
Godzinne zajęcia jogi, woda wypita.
Lubię się z niedoskonałości, wadami i słabymi stronami.
Później były wynaturzenia mojej słabej psychiki, które strategicznie pomijam. Przecież jest dobrze ♥

4.
Boli. Robienie wielu rzeczy, które kiedyś były oczywistością boli.
Cierp ciało, skoro umysł nie nakazał ćwiczyć. Cierp i czerp z tego naukę.
Zjadłam nadprogramowe lody, nie zjadłam ciastka, babeczki i ptasiego mleczka.

5.
W diecie lubię to, że zaczynam dbać o całe ciało. Odżywiam je, ograniczam śmieciowe jedzenie, zaczynam wprowadzać aktywność. Po raz pierwszy w tym roku zrobiłam paznokcie. Do tego z rana kompleksowo ogarnęłam twarz żeby nie straszyć nią bez makijażu ;p
Teraz śniadanie na balkonie, wypełnienie domowych obowiązków i skoczę do przyjaciółki pomóc jej malować mieszkanie. Pomoc i przyjemność ze spalonych kalorii, czyż to nie brzmi idealnie?
Dużo pracy, dobre, zamówione jedzenie, alkohol, spotkanie z przyjaciółką i wspólne śpiewanie. Zaliczam ten dzień do dobrych!

Komentarze

  1. Wydajesz się mieć bardzo zdrowe podejście do diety, tylko pozazdrościć <3 Super, że miałaś udany dzień spędzony z przyjaciółką. Trzymaj się i powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dzień dwudziesty.

Boję się. Nie mam ku temu powód, nie boję się czegoś konkretnego. Za to mam ochotę płakać. Ze strachu. Boję się. Zaburzenia lękowo-depresyjne. A leków nie biorę, bo już było dobrze. Jutro wracają. Tabletka szczęścia żeby nie być suką. Tabletka szczęścia żeby się nie bać. Tabletka szczęścia żeby nie płakać. Z jedzeniem kijowo, jadłam całkiem sporo. Pewnie na wadze jest więcej, więc poczekam do wtorku z jej sprawdzeniem. Żeby się uspokoić planuję. To pomaga mi złapać dech. Nienawidzę się dusić. Nienawidzę i bardzo się boję. Minimum 3 litry wody. Minimum 500 kalorii spalonych podczas ćwiczeń.  Minimum 5000 kroków w ciągu dnia. Minimum jedzenia, wegański dzień. W planach konkretna nauka francuskiego i angielskiego. Francuski wzbogacanie słownictwa, angielski słownictwo, gramatyka i w sumie wszystko co się da. Do tego rano zrobię paznokcie, bo już nie mam czego obgryzać. Paskudny nawyk! Muzyka aż zasnę. Głośna, bo zagłusza myśli. I budzik na 7, bo nie chcę marnować dnia.

Dzień czternasty i piętnasty

♥ -1.6 Nie miałam wczoraj weny do pisania. Drugi dzień 1200kcal to także drugi dzień bólu głowy. No cóż. Planuję to ciągnąć do piątku/ niedzieli i wrócić do 1400kcal. Zaczęłam też ćwiczyć. Progress.  Jestem trochę zdziwiona spadkiem wagi, ale to również bardzo motywujące, cel coraz bliżej! Zawziętością, konsekewncją i pracą osiągnę sukces. Bez drogi na skróty, bez niszczenia zdrowia. Bo czy podniosłabym się po raz kolejny?

Dzień ósmy-jedenasty

Najadłam się, boli mnie brzuch i głowa. Kara Szybkie podsumowanie, były dwa dni jedzenia, dzień normalnego jedzenia i dwa dni jedzenia mało. Waga spadła, rzekomo sporo, ale oficjalnie zważę się w poniedziałek i wtedy przedstawię wynik. Weekend spędzę nad jeziorem unikając jedzenia, bo mam coraz większą ochotę je ograniczyć. Złe, złe myśli. Czekam na mi band, dowiem się ile kalorii spałam w praktyce i mam nadzieję, że to zmotywuje mnie do ćwiczenia i zdrowego jedzenia. Od poniedziałku wrócę do prowadzenia bilansów. Z pozytywów, spędzam czas z przyjaciółmi i mam w planach kilka ciekawszych wyjść. Do tego w moim domu jest nowe dziecko! Jestem zakochana w świnkach morskich. Parę miesięcy temu umarła jedną z nich, a przedwczoraj zawitała w moje progi nowa, malutka dziewczynka. To niesamowite, trzymać w dłoni, dokładnie na jej połowie maleńkie życie. Jeszcze przestraszone, ciche i niepewne. Szczególnie, gdy obok siedzi jej starsza siostra, czterokrotnie większa, ruchliwa, gadatliwa i w...