Przejdź do głównej zawartości

Dzień ?

Żyję, mam się dobrze. Świat kręci się tak szybko! Wokół mnie dzieje się nagle niezwykle wiele, a jeszcze więcej ma się dziać.
Waga stoi, diety nie ma, ćwiczeń poza codziennym życiem też nie.
W głowie mi studia i wybór miasta, zamykanie spraw tutaj i otwieranie nowych w nowym miejscu. Naprawdę wiele osób mnie w tym wspiera i życzę takich ludzi wokół was wam.

Teraz? Teraz jest po 21, a ja muszę ogarnąć paznokcie. Jutro pobudka o 6 i cały dzień w drodze. W weekend wyjątkowo duża aktywność fizyczna, potem zastanawianie się co zrobić z życiem... Powrót do domu chociaż nie wiem na jak długo. Jeżeli trafi mi się spokojniejszy okres to wrócę do ćwiczeń i zdrowej diety, ale aktualnie to nie jest na szczycie mojej piramidy wartości.

Do przeczytania! <3

Komentarze

  1. Super, że masz wokół siebie ludzi, którzy Cię wspierają, zasługujesz na to <3 Trzymaj się i powodzenia w załatwianiu swoich spraw :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dzień dwudziesty.

Boję się. Nie mam ku temu powód, nie boję się czegoś konkretnego. Za to mam ochotę płakać. Ze strachu. Boję się. Zaburzenia lękowo-depresyjne. A leków nie biorę, bo już było dobrze. Jutro wracają. Tabletka szczęścia żeby nie być suką. Tabletka szczęścia żeby się nie bać. Tabletka szczęścia żeby nie płakać. Z jedzeniem kijowo, jadłam całkiem sporo. Pewnie na wadze jest więcej, więc poczekam do wtorku z jej sprawdzeniem. Żeby się uspokoić planuję. To pomaga mi złapać dech. Nienawidzę się dusić. Nienawidzę i bardzo się boję. Minimum 3 litry wody. Minimum 500 kalorii spalonych podczas ćwiczeń.  Minimum 5000 kroków w ciągu dnia. Minimum jedzenia, wegański dzień. W planach konkretna nauka francuskiego i angielskiego. Francuski wzbogacanie słownictwa, angielski słownictwo, gramatyka i w sumie wszystko co się da. Do tego rano zrobię paznokcie, bo już nie mam czego obgryzać. Paskudny nawyk! Muzyka aż zasnę. Głośna, bo zagłusza myśli. I budzik na 7, bo nie chcę marnować dnia.

Dzień siódmy.

-0.7kg. Łapią mnie myśli jak idiotyczne jest ważenie się. Przecież nie będę inną osobą, bo schudnę, przecież w moim życiu nic się nie zmieni. Tej różnicy jeszcze nie widać i gdybym się objadła jutro mogłabym ważyć więcej. Ale chodzi o to żeby te zmiany były trwałe, abym wyrobiła zdrowe nawyki. Dziś nie zapisuję zjedzonych kalorii, bo chcę nauczyć się jeść intuicyjnie. Bez liczenia, ale żeby chudnąć do "wymarzonej" wagi.  Patrzę na świat bardzo nieprzychylnym wzrokiem. Gdyby ludzie poznali moje myśli prawdopodobnie każdy miałby mnie za sukę. Okres mood . Dzisiejszy dzień spędzam z książką w ręku, bo interakcje z ludźmi mogą skończyć się źle. Jak ostatnia rozmowa z przyjacielem, który chyba jest na mnie zły i teoretycznie może mieć do tego prawo/powód, ale i tak poczekam aż to on się pierwszy odezwie.   W planach na ten tydzień jest rozpoczęcie cardio jak tylko będę w stanie normalnie chodzić (okres + tragiczne zakwasy na razie wyłączają mnie z ruchu) i dokończenie kilku...

Dzień ósmy-jedenasty

Najadłam się, boli mnie brzuch i głowa. Kara Szybkie podsumowanie, były dwa dni jedzenia, dzień normalnego jedzenia i dwa dni jedzenia mało. Waga spadła, rzekomo sporo, ale oficjalnie zważę się w poniedziałek i wtedy przedstawię wynik. Weekend spędzę nad jeziorem unikając jedzenia, bo mam coraz większą ochotę je ograniczyć. Złe, złe myśli. Czekam na mi band, dowiem się ile kalorii spałam w praktyce i mam nadzieję, że to zmotywuje mnie do ćwiczenia i zdrowego jedzenia. Od poniedziałku wrócę do prowadzenia bilansów. Z pozytywów, spędzam czas z przyjaciółmi i mam w planach kilka ciekawszych wyjść. Do tego w moim domu jest nowe dziecko! Jestem zakochana w świnkach morskich. Parę miesięcy temu umarła jedną z nich, a przedwczoraj zawitała w moje progi nowa, malutka dziewczynka. To niesamowite, trzymać w dłoni, dokładnie na jej połowie maleńkie życie. Jeszcze przestraszone, ciche i niepewne. Szczególnie, gdy obok siedzi jej starsza siostra, czterokrotnie większa, ruchliwa, gadatliwa i w...