Przejdź do głównej zawartości

Posty

Dzień szósty.

Jutro oficjalne ważenie, jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Dlatego nie jem tego schomikowanego ciastka, dlatego lody potraktowałam jako obiad, a nie przekąskę. Lubię przesadzać, uwielbiam wszystko w życiu wyolbrzymiać, co może być zaskakujące przy tym ja się w to życie nie angażuję. Nie napiszę, że pora coś zmienić, bo to tylko drobne poprawki. Jutro spiszę plan na cały tydzień, uwielbiam to.

Dzień trzeci, czwarty i piąty.

3. Ominęłam drugie śniadanie żeby na obiad zjeść karpia. Kompromisy? Godzinne zajęcia jogi, woda wypita. Lubię się z niedoskonałości, wadami i słabymi stronami. Później były wynaturzenia mojej słabej psychiki, które strategicznie pomijam.   Przecież jest dobrze ♥ 4. Boli. Robienie wielu rzeczy, które kiedyś były oczywistością boli. Cierp ciało, skoro umysł nie nakazał ćwiczyć. Cierp i czerp z tego naukę. Zjadłam nadprogramowe lody, nie zjadłam ciastka, babeczki i ptasiego mleczka. 5. W diecie lubię to, że zaczynam dbać o całe ciało. Odżywiam je, ograniczam śmieciowe jedzenie, zaczynam wprowadzać aktywność. Po raz pierwszy w tym roku zrobiłam paznokcie. Do tego z rana kompleksowo ogarnęłam twarz żeby nie straszyć nią bez makijażu ;p Teraz śniadanie na balkonie, wypełnienie domowych obowiązków i skoczę do przyjaciółki pomóc jej malować mieszkanie. Pomoc i przyjemność ze spalonych kalorii, czyż to nie brzmi idealnie? Dużo pracy, dobre, zamówione jedzenie, alkohol, spot...

Dzień drugi

Mam problem ze wstawaniem. I chodzi mi dokładnie o wstawanie, bo sama pobudka nie robi na mnie wrażenia. Budzik o siódmej dwadzieścia i teoretycznie jestem gotowa na spotkanie ze światem, a praktycznie do dziewiątej lub nawet dziesiątej wegetuję w łóżku. Tragedia . Bierze się to głównie z tego, że aktualnie nic nie muszę. Nie mam lekcji, nie mam pracy, a obowiązki domowo towarzyskie odhaczam w ciągu dnia. Muszę coś z tym zrobić... Może joga? Pół godziny od razu po przebudzeniu, to powinno coś dać. Do tego film lub serial po francusku, w ramach rozruszania mózgu, ale da mi to możliwość zostania chwilę dłużej w łóżku. Tak, to mój plan na jutro. Dzisiejszy dzień spędziłam z bólem głowy aż do kawy o siedemnastej. O dziewietnastej sprzątanie domu i wieczór na macie żeby rozruszać zastane kości. Bilans mniejszy niż zazwyczaj, ale tak mam jak zaczynam liczyć kalorie. Upsik?  WYZWANIE: 1.  Pić minimum dwa litry wody dziennie 2. Wprowadzić aktywność fizyczną: hulahop/ orbitrek/...

Dzień pierwszy

Nigdy nie wiem czy to najtrudniejszy, czy może najłatwiejszy dzień diety. Czuję się lepiej niż zazwyczaj, bo dałam mojemu ciału zdrowe, odżywcze jedzenie i dużo wody. Czuję, że robię mało, ale tak naprawdę nie muszę robić więcej, a ciągły upał nie skłania do przepracowywania się. Spokojnie, na wszystko przyjdzie pora. Mam ochotę na słodycze, bo ostatnio ich sobie nie odmawiałam. Mimo to bilans wynosi zdrowe 1500 kcal + kilka fistaszków, konkretny bilans wskoczy jako podsumowanie tygodnia. Mam świadomość, że zaraz będzie łatwiej, bo się przyzwyczaję i szkoda będzie mi niszczyć właśnie zdrowe bilanse. Dlatego warto wrzucić coś słodkiego i zdrowego jako jeden z posiłków. U mnie to dziś pieczone jabłko ❤ Mam ochotę zachować moje odchudzanie jako tajemnicę. Po pierwsze, aby ludzie nie zaczęli wymagać efektów, bo wierzę, że moja praca obroni się sama i zaczną zauważać. Po drugie, zostało mi kilka tygodni do wyprowadzenia się z domu, więc nie chcę toczyć batalii z rodzicami o jedzenie. Dz...

Pourquoi?

Dlaczego? bo lubię się dobrze czuć w swojej skórze bo kocham moje ciało, a zdrowe jedzenie i dieta to forma dbania o nie bo za często porównuję się do innych, a to podniesie moją pewność siebie bo będę o czym miała myśleć na wakacjach ;p bo będę mogła odciążyć stawy, które tak często się skarżą bo będę miała lepszą kondycję i zdążę uciec w razie apokalipsy zombie bo ludzie będą pytać jak i kiedy, a ja odpowiem, że zdrowo i w międzyczasie ;p bo będę mogła uspokoić myśli planując następny dzień bo chcę być dla siebie motywacją! ♥

Kilka słów o mnie

Salut! Słowem wstępu, rat de bibliothèque to mól książkowy. Jest to określenie, które chyba najtrafniej mnie opisuje. Mogę spędzić cały dzień czytając i nie będzie to dla mnie czas zmarnowany. Ostatnio czytam głównie na kindlu i telefonie, ale w moje ręce dostał się papierowy Dietoland.  Strzasznie ciężko mi się go czyta, bo zupełnie nie rozumiem głównej bohaterki, ale chyba to i znalezienie kilku blogów o tematyce odchudzania zainspirowało mnie do powrotu w te rejony sieci. Ostatnio byłam tu trzy(?) lata temu, na innym blogu i pod inną nazwą, ale do odchudzania stale ciągnie mnie jak ćmę do ognia. Dzisiejsza waga to 69,6 co znaczy, że od ubiegłych wakacji schudłam prawie trzy kilo, a od września/ stycznia około sześciu. Tak, przytyłam w czasie roku szkolnego.  <172 cm wzrostu> Jak tytuł bloga wskazuje daję sobie cztery miesiące na odchudzanie, cel to osiem do dwunastu kilogramów mniej, czyli waga pozostanie w granicy prawidłowej.  Daję sobie tyle czasu...