Przejdź do głównej zawartości

Posty

Dzień ?

Żyję, mam się dobrze. Świat kręci się tak szybko! Wokół mnie dzieje się nagle niezwykle wiele, a jeszcze więcej ma się dziać. Waga stoi, diety nie ma, ćwiczeń poza codziennym życiem też nie. W głowie mi studia i wybór miasta, zamykanie spraw tutaj i otwieranie nowych w nowym miejscu. Naprawdę wiele osób mnie w tym wspiera i życzę takich ludzi wokół was wam. Teraz? Teraz jest po 21, a ja muszę ogarnąć paznokcie. Jutro pobudka o 6 i cały dzień w drodze. W weekend wyjątkowo duża aktywność fizyczna, potem zastanawianie się co zrobić z życiem... Powrót do domu chociaż nie wiem na jak długo. Jeżeli trafi mi się spokojniejszy okres to wrócę do ćwiczeń i zdrowej diety, ale aktualnie to nie jest na szczycie mojej piramidy wartości. Do przeczytania! <3
Najnowsze posty

Dzień dwudziestytrzeci.

Nie jest łatwo się ogarnąć kiedy boli dusza.  Leki działają. Wstałam z łóżka wcześniej, chociaż nie musiałam. Zrobiłam trening. Mam motywację, chęć czy jakkolwiek to nazwać. W końcu. Ostatnie dwa dni przeleżałam. Egzystowałam, bez chęci do życia. Pora regularnie ćpać tabletki szczęścia. I działać. " Musisz zadać więcej ciosów żebym pękł   Nie czerpię siły z kosmosu, bez patosu pokonuję lęk nie myślę o fanfarach  choć wiem że grają dla nas miałem w planach wszystko na raz zgarnąć dziś chce zrzucić balast Jeśli się postarasz, sprawy pójdą w dobrą stronę trzymasz życie w rękach ty masz nad wszystkim kontrolę skoro tak jeśli zbocza tylko wydają się strome  czemu moja droga przypomina parabole co Z góry na dół i odwrotnie i tak w kółko przy oknie biurko, patrze na obce podwórko  czuję jakbym był za burtą,  do płuc wlewa się woda Ahoj załoga gdy, dotknie moja noga znowu się odbije, słowo wracam do was za chwilę zanim brak tlenu  już...

Dzień dwudziesty.

Boję się. Nie mam ku temu powód, nie boję się czegoś konkretnego. Za to mam ochotę płakać. Ze strachu. Boję się. Zaburzenia lękowo-depresyjne. A leków nie biorę, bo już było dobrze. Jutro wracają. Tabletka szczęścia żeby nie być suką. Tabletka szczęścia żeby się nie bać. Tabletka szczęścia żeby nie płakać. Z jedzeniem kijowo, jadłam całkiem sporo. Pewnie na wadze jest więcej, więc poczekam do wtorku z jej sprawdzeniem. Żeby się uspokoić planuję. To pomaga mi złapać dech. Nienawidzę się dusić. Nienawidzę i bardzo się boję. Minimum 3 litry wody. Minimum 500 kalorii spalonych podczas ćwiczeń.  Minimum 5000 kroków w ciągu dnia. Minimum jedzenia, wegański dzień. W planach konkretna nauka francuskiego i angielskiego. Francuski wzbogacanie słownictwa, angielski słownictwo, gramatyka i w sumie wszystko co się da. Do tego rano zrobię paznokcie, bo już nie mam czego obgryzać. Paskudny nawyk! Muzyka aż zasnę. Głośna, bo zagłusza myśli. I budzik na 7, bo nie chcę marnować dnia.

Dzień czternasty i piętnasty

♥ -1.6 Nie miałam wczoraj weny do pisania. Drugi dzień 1200kcal to także drugi dzień bólu głowy. No cóż. Planuję to ciągnąć do piątku/ niedzieli i wrócić do 1400kcal. Zaczęłam też ćwiczyć. Progress.  Jestem trochę zdziwiona spadkiem wagi, ale to również bardzo motywujące, cel coraz bliżej! Zawziętością, konsekewncją i pracą osiągnę sukces. Bez drogi na skróty, bez niszczenia zdrowia. Bo czy podniosłabym się po raz kolejny?

Dzień dwunasty i trzynasty

Jestem zmęczona odpoczywaniem. Złapałam minimalną opaleniznę, spędziłam czas z przyjaciółmi i czytałam. Dużo czytałam. Wpadło trochę niezdrowego jedzenia, kaloryczności nie znam, więc możliwe, że jutrzejsza waga nie będzie najlepsza. Na nowy tydzień planuję przejście na 1200 kcal, czyli zdrowe minimum. W tym czasie prawdopodobnie będę już miała zegarek i zacznę sprawdzać ile faktycznie spałam w ciągu dnia, co pozwoli mi ustalić liczbę przyjmowanych kalorii. Do tego treningi z gumami, które już mam i hula hop. Rozpiszę jeszcze dokładniejszy plan treningowy, ale wszystko w swoim czasie. Czyli jutro.

Dzień ósmy-jedenasty

Najadłam się, boli mnie brzuch i głowa. Kara Szybkie podsumowanie, były dwa dni jedzenia, dzień normalnego jedzenia i dwa dni jedzenia mało. Waga spadła, rzekomo sporo, ale oficjalnie zważę się w poniedziałek i wtedy przedstawię wynik. Weekend spędzę nad jeziorem unikając jedzenia, bo mam coraz większą ochotę je ograniczyć. Złe, złe myśli. Czekam na mi band, dowiem się ile kalorii spałam w praktyce i mam nadzieję, że to zmotywuje mnie do ćwiczenia i zdrowego jedzenia. Od poniedziałku wrócę do prowadzenia bilansów. Z pozytywów, spędzam czas z przyjaciółmi i mam w planach kilka ciekawszych wyjść. Do tego w moim domu jest nowe dziecko! Jestem zakochana w świnkach morskich. Parę miesięcy temu umarła jedną z nich, a przedwczoraj zawitała w moje progi nowa, malutka dziewczynka. To niesamowite, trzymać w dłoni, dokładnie na jej połowie maleńkie życie. Jeszcze przestraszone, ciche i niepewne. Szczególnie, gdy obok siedzi jej starsza siostra, czterokrotnie większa, ruchliwa, gadatliwa i w...

Dzień siódmy.

-0.7kg. Łapią mnie myśli jak idiotyczne jest ważenie się. Przecież nie będę inną osobą, bo schudnę, przecież w moim życiu nic się nie zmieni. Tej różnicy jeszcze nie widać i gdybym się objadła jutro mogłabym ważyć więcej. Ale chodzi o to żeby te zmiany były trwałe, abym wyrobiła zdrowe nawyki. Dziś nie zapisuję zjedzonych kalorii, bo chcę nauczyć się jeść intuicyjnie. Bez liczenia, ale żeby chudnąć do "wymarzonej" wagi.  Patrzę na świat bardzo nieprzychylnym wzrokiem. Gdyby ludzie poznali moje myśli prawdopodobnie każdy miałby mnie za sukę. Okres mood . Dzisiejszy dzień spędzam z książką w ręku, bo interakcje z ludźmi mogą skończyć się źle. Jak ostatnia rozmowa z przyjacielem, który chyba jest na mnie zły i teoretycznie może mieć do tego prawo/powód, ale i tak poczekam aż to on się pierwszy odezwie.   W planach na ten tydzień jest rozpoczęcie cardio jak tylko będę w stanie normalnie chodzić (okres + tragiczne zakwasy na razie wyłączają mnie z ruchu) i dokończenie kilku...