Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2019

Dzień dwudziestytrzeci.

Nie jest łatwo się ogarnąć kiedy boli dusza.  Leki działają. Wstałam z łóżka wcześniej, chociaż nie musiałam. Zrobiłam trening. Mam motywację, chęć czy jakkolwiek to nazwać. W końcu. Ostatnie dwa dni przeleżałam. Egzystowałam, bez chęci do życia. Pora regularnie ćpać tabletki szczęścia. I działać. " Musisz zadać więcej ciosów żebym pękł   Nie czerpię siły z kosmosu, bez patosu pokonuję lęk nie myślę o fanfarach  choć wiem że grają dla nas miałem w planach wszystko na raz zgarnąć dziś chce zrzucić balast Jeśli się postarasz, sprawy pójdą w dobrą stronę trzymasz życie w rękach ty masz nad wszystkim kontrolę skoro tak jeśli zbocza tylko wydają się strome  czemu moja droga przypomina parabole co Z góry na dół i odwrotnie i tak w kółko przy oknie biurko, patrze na obce podwórko  czuję jakbym był za burtą,  do płuc wlewa się woda Ahoj załoga gdy, dotknie moja noga znowu się odbije, słowo wracam do was za chwilę zanim brak tlenu  już...

Dzień dwudziesty.

Boję się. Nie mam ku temu powód, nie boję się czegoś konkretnego. Za to mam ochotę płakać. Ze strachu. Boję się. Zaburzenia lękowo-depresyjne. A leków nie biorę, bo już było dobrze. Jutro wracają. Tabletka szczęścia żeby nie być suką. Tabletka szczęścia żeby się nie bać. Tabletka szczęścia żeby nie płakać. Z jedzeniem kijowo, jadłam całkiem sporo. Pewnie na wadze jest więcej, więc poczekam do wtorku z jej sprawdzeniem. Żeby się uspokoić planuję. To pomaga mi złapać dech. Nienawidzę się dusić. Nienawidzę i bardzo się boję. Minimum 3 litry wody. Minimum 500 kalorii spalonych podczas ćwiczeń.  Minimum 5000 kroków w ciągu dnia. Minimum jedzenia, wegański dzień. W planach konkretna nauka francuskiego i angielskiego. Francuski wzbogacanie słownictwa, angielski słownictwo, gramatyka i w sumie wszystko co się da. Do tego rano zrobię paznokcie, bo już nie mam czego obgryzać. Paskudny nawyk! Muzyka aż zasnę. Głośna, bo zagłusza myśli. I budzik na 7, bo nie chcę marnować dnia.

Dzień czternasty i piętnasty

♥ -1.6 Nie miałam wczoraj weny do pisania. Drugi dzień 1200kcal to także drugi dzień bólu głowy. No cóż. Planuję to ciągnąć do piątku/ niedzieli i wrócić do 1400kcal. Zaczęłam też ćwiczyć. Progress.  Jestem trochę zdziwiona spadkiem wagi, ale to również bardzo motywujące, cel coraz bliżej! Zawziętością, konsekewncją i pracą osiągnę sukces. Bez drogi na skróty, bez niszczenia zdrowia. Bo czy podniosłabym się po raz kolejny?

Dzień dwunasty i trzynasty

Jestem zmęczona odpoczywaniem. Złapałam minimalną opaleniznę, spędziłam czas z przyjaciółmi i czytałam. Dużo czytałam. Wpadło trochę niezdrowego jedzenia, kaloryczności nie znam, więc możliwe, że jutrzejsza waga nie będzie najlepsza. Na nowy tydzień planuję przejście na 1200 kcal, czyli zdrowe minimum. W tym czasie prawdopodobnie będę już miała zegarek i zacznę sprawdzać ile faktycznie spałam w ciągu dnia, co pozwoli mi ustalić liczbę przyjmowanych kalorii. Do tego treningi z gumami, które już mam i hula hop. Rozpiszę jeszcze dokładniejszy plan treningowy, ale wszystko w swoim czasie. Czyli jutro.

Dzień ósmy-jedenasty

Najadłam się, boli mnie brzuch i głowa. Kara Szybkie podsumowanie, były dwa dni jedzenia, dzień normalnego jedzenia i dwa dni jedzenia mało. Waga spadła, rzekomo sporo, ale oficjalnie zważę się w poniedziałek i wtedy przedstawię wynik. Weekend spędzę nad jeziorem unikając jedzenia, bo mam coraz większą ochotę je ograniczyć. Złe, złe myśli. Czekam na mi band, dowiem się ile kalorii spałam w praktyce i mam nadzieję, że to zmotywuje mnie do ćwiczenia i zdrowego jedzenia. Od poniedziałku wrócę do prowadzenia bilansów. Z pozytywów, spędzam czas z przyjaciółmi i mam w planach kilka ciekawszych wyjść. Do tego w moim domu jest nowe dziecko! Jestem zakochana w świnkach morskich. Parę miesięcy temu umarła jedną z nich, a przedwczoraj zawitała w moje progi nowa, malutka dziewczynka. To niesamowite, trzymać w dłoni, dokładnie na jej połowie maleńkie życie. Jeszcze przestraszone, ciche i niepewne. Szczególnie, gdy obok siedzi jej starsza siostra, czterokrotnie większa, ruchliwa, gadatliwa i w...

Dzień siódmy.

-0.7kg. Łapią mnie myśli jak idiotyczne jest ważenie się. Przecież nie będę inną osobą, bo schudnę, przecież w moim życiu nic się nie zmieni. Tej różnicy jeszcze nie widać i gdybym się objadła jutro mogłabym ważyć więcej. Ale chodzi o to żeby te zmiany były trwałe, abym wyrobiła zdrowe nawyki. Dziś nie zapisuję zjedzonych kalorii, bo chcę nauczyć się jeść intuicyjnie. Bez liczenia, ale żeby chudnąć do "wymarzonej" wagi.  Patrzę na świat bardzo nieprzychylnym wzrokiem. Gdyby ludzie poznali moje myśli prawdopodobnie każdy miałby mnie za sukę. Okres mood . Dzisiejszy dzień spędzam z książką w ręku, bo interakcje z ludźmi mogą skończyć się źle. Jak ostatnia rozmowa z przyjacielem, który chyba jest na mnie zły i teoretycznie może mieć do tego prawo/powód, ale i tak poczekam aż to on się pierwszy odezwie.   W planach na ten tydzień jest rozpoczęcie cardio jak tylko będę w stanie normalnie chodzić (okres + tragiczne zakwasy na razie wyłączają mnie z ruchu) i dokończenie kilku...

Dzień szósty.

Jutro oficjalne ważenie, jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Dlatego nie jem tego schomikowanego ciastka, dlatego lody potraktowałam jako obiad, a nie przekąskę. Lubię przesadzać, uwielbiam wszystko w życiu wyolbrzymiać, co może być zaskakujące przy tym ja się w to życie nie angażuję. Nie napiszę, że pora coś zmienić, bo to tylko drobne poprawki. Jutro spiszę plan na cały tydzień, uwielbiam to.

Dzień trzeci, czwarty i piąty.

3. Ominęłam drugie śniadanie żeby na obiad zjeść karpia. Kompromisy? Godzinne zajęcia jogi, woda wypita. Lubię się z niedoskonałości, wadami i słabymi stronami. Później były wynaturzenia mojej słabej psychiki, które strategicznie pomijam.   Przecież jest dobrze ♥ 4. Boli. Robienie wielu rzeczy, które kiedyś były oczywistością boli. Cierp ciało, skoro umysł nie nakazał ćwiczyć. Cierp i czerp z tego naukę. Zjadłam nadprogramowe lody, nie zjadłam ciastka, babeczki i ptasiego mleczka. 5. W diecie lubię to, że zaczynam dbać o całe ciało. Odżywiam je, ograniczam śmieciowe jedzenie, zaczynam wprowadzać aktywność. Po raz pierwszy w tym roku zrobiłam paznokcie. Do tego z rana kompleksowo ogarnęłam twarz żeby nie straszyć nią bez makijażu ;p Teraz śniadanie na balkonie, wypełnienie domowych obowiązków i skoczę do przyjaciółki pomóc jej malować mieszkanie. Pomoc i przyjemność ze spalonych kalorii, czyż to nie brzmi idealnie? Dużo pracy, dobre, zamówione jedzenie, alkohol, spot...

Dzień drugi

Mam problem ze wstawaniem. I chodzi mi dokładnie o wstawanie, bo sama pobudka nie robi na mnie wrażenia. Budzik o siódmej dwadzieścia i teoretycznie jestem gotowa na spotkanie ze światem, a praktycznie do dziewiątej lub nawet dziesiątej wegetuję w łóżku. Tragedia . Bierze się to głównie z tego, że aktualnie nic nie muszę. Nie mam lekcji, nie mam pracy, a obowiązki domowo towarzyskie odhaczam w ciągu dnia. Muszę coś z tym zrobić... Może joga? Pół godziny od razu po przebudzeniu, to powinno coś dać. Do tego film lub serial po francusku, w ramach rozruszania mózgu, ale da mi to możliwość zostania chwilę dłużej w łóżku. Tak, to mój plan na jutro. Dzisiejszy dzień spędziłam z bólem głowy aż do kawy o siedemnastej. O dziewietnastej sprzątanie domu i wieczór na macie żeby rozruszać zastane kości. Bilans mniejszy niż zazwyczaj, ale tak mam jak zaczynam liczyć kalorie. Upsik?  WYZWANIE: 1.  Pić minimum dwa litry wody dziennie 2. Wprowadzić aktywność fizyczną: hulahop/ orbitrek/...

Dzień pierwszy

Nigdy nie wiem czy to najtrudniejszy, czy może najłatwiejszy dzień diety. Czuję się lepiej niż zazwyczaj, bo dałam mojemu ciału zdrowe, odżywcze jedzenie i dużo wody. Czuję, że robię mało, ale tak naprawdę nie muszę robić więcej, a ciągły upał nie skłania do przepracowywania się. Spokojnie, na wszystko przyjdzie pora. Mam ochotę na słodycze, bo ostatnio ich sobie nie odmawiałam. Mimo to bilans wynosi zdrowe 1500 kcal + kilka fistaszków, konkretny bilans wskoczy jako podsumowanie tygodnia. Mam świadomość, że zaraz będzie łatwiej, bo się przyzwyczaję i szkoda będzie mi niszczyć właśnie zdrowe bilanse. Dlatego warto wrzucić coś słodkiego i zdrowego jako jeden z posiłków. U mnie to dziś pieczone jabłko ❤ Mam ochotę zachować moje odchudzanie jako tajemnicę. Po pierwsze, aby ludzie nie zaczęli wymagać efektów, bo wierzę, że moja praca obroni się sama i zaczną zauważać. Po drugie, zostało mi kilka tygodni do wyprowadzenia się z domu, więc nie chcę toczyć batalii z rodzicami o jedzenie. Dz...

Pourquoi?

Dlaczego? bo lubię się dobrze czuć w swojej skórze bo kocham moje ciało, a zdrowe jedzenie i dieta to forma dbania o nie bo za często porównuję się do innych, a to podniesie moją pewność siebie bo będę o czym miała myśleć na wakacjach ;p bo będę mogła odciążyć stawy, które tak często się skarżą bo będę miała lepszą kondycję i zdążę uciec w razie apokalipsy zombie bo ludzie będą pytać jak i kiedy, a ja odpowiem, że zdrowo i w międzyczasie ;p bo będę mogła uspokoić myśli planując następny dzień bo chcę być dla siebie motywacją! ♥

Kilka słów o mnie

Salut! Słowem wstępu, rat de bibliothèque to mól książkowy. Jest to określenie, które chyba najtrafniej mnie opisuje. Mogę spędzić cały dzień czytając i nie będzie to dla mnie czas zmarnowany. Ostatnio czytam głównie na kindlu i telefonie, ale w moje ręce dostał się papierowy Dietoland.  Strzasznie ciężko mi się go czyta, bo zupełnie nie rozumiem głównej bohaterki, ale chyba to i znalezienie kilku blogów o tematyce odchudzania zainspirowało mnie do powrotu w te rejony sieci. Ostatnio byłam tu trzy(?) lata temu, na innym blogu i pod inną nazwą, ale do odchudzania stale ciągnie mnie jak ćmę do ognia. Dzisiejsza waga to 69,6 co znaczy, że od ubiegłych wakacji schudłam prawie trzy kilo, a od września/ stycznia około sześciu. Tak, przytyłam w czasie roku szkolnego.  <172 cm wzrostu> Jak tytuł bloga wskazuje daję sobie cztery miesiące na odchudzanie, cel to osiem do dwunastu kilogramów mniej, czyli waga pozostanie w granicy prawidłowej.  Daję sobie tyle czasu...